4Risk
Strona główna » Ziemia » Snowboard

Snowboard

Z lawinami na wyścigi

- To była najbardziej ekstremalna jazda w moim życiu - mówi jeden z dwóch snowboardzistów, którzy zjechali na deskach Żlebem Szczerby przez północne urwiska masywu Giewontu. Autorzy wyczynu - Eryk Gajewski i Józek Gąsienica Gładczan. Data - 9 marca 2003 r.

Na Kondracką Przełęcz podchodzili jeszcze w podkoszulkach. Potem pogoda robiła się coraz gorsza. W Szczerbie, tuż przed południem, kiedy szykowali się do zjazdu, zaczęło lekko prószyć. Po godzinie uderzyła w nich zamieć śnieżna. Topografia żlebu powoduje, że lawiny sypią się tam z trzech stron - z Giewontu, Długiego Giewontu i samej Szczerby. - Pyłówki sunęły jedna za drugą, aż trudno było oddychać - wspomina Eryk Gajewski.

Snowboardziści mieli ze sobą 90 metrów liny, po jednym czekanie, kilka haków, pętli i karabinków. Cały czas asekurowali się, ale chwilami asekuracja była iluzoryczna. Trzy razy zakładali stanowisko z dziaby wbitej w zamrożone trawy. Przez pewien czas ich los wisiał na tzw. jedynce, najmniejszym ze stosowanych we wspinaczce haków. Ogromną pomocą okazała się informacja, jakiej udzielił snowboardzistom przez telefon z centrali TOPR Roman Kubin. Naprowadził ich bar-dzo precyzyjnie na stałe punkty asekuracyjne, założone przez ratowników w żlebie Szczerby.

System działania był taki, że jeden zjeżdżał, czy też zsuwał się na desce z dużym zapasem luzu na linie, a drugi, nie zdejmując deski z nóg, asekurował kolegę z mniej lub bardziej pewnego stanowiska. I tak na zmianę. Tylko w dwóch miejscach Eryk i Józek odpięli deski i zjechali przez skaliste progi na linie. Zrobili to w najwyższej części żlebu oraz w środku trasy, ponieważ tzw. Blachy, strome i trudne płyty, tej zimy nie zostały przykryte śniegiem. Józek Gładczan do-datkowo trzeci raz odpinał deskę, bo pomylił trasę i wracał kilkadziesiąt metrów do góry. - Butami snowboardowymi, bez raków, musiałem robić stopnie w zlodowaciałym śniegu, aż mnie potem palce u nóg bolały - opowiada Józek. - W jednej ręce miałem dziabę, w drugiej deskę, którą zapięciami wbijałem do śniegu, żeby się przytrzymać.

Im niżej, tym było gorzej. Żlebem płynęły już prawdziwe rzeki śniegu. Narastało zmęczenie. Po skoku na ostatnim prożku Józek prze-wrócił się. - Jechałem głową w dół, więc pierwszą myślą było, żeby się odwrócić - wspomina snowboardzista. - Kiedy to mi się wreszcie udało, podjąłem próbę hamowania przy pomocy dziaby - bez skutku, za-trzymałem się dopiero w miejscu, gdzie było więcej śniegu. Józek za-liczył prawie sto metrów takiej jazdy. Eryka też na koniec prasło. - Chciałem zrobić zdjęcie Józkowi, wydawało mi się, że tam już jest łatwo, ale nieoczekiwanie wbiłem się twarzą do śniegu - relacjonuje Eryk.

W Małej Dolince u podnóża północnej ściany Giewontu zatrzymał ich mokry, ciężki śnieg. Całkowita zmiana aury - górą mróz i lawiny pyłowe, na dole śnieżna breja i dodatnia temperatura.

1 2

Snowboard

Sonda

Narty vs. Snowboard






zobacz inne sondy

Reklama

Copyright © 2000-2008 Kazimierz Pawłowski | kontakt | współpraca | reklama
design engine